Jump to content
Marcinox

Wypadek - stłuczka

Recommended Posts

Spowodowaliście kiedykolwiek wypadek lub stłuczkę? Wyliście sprawcami czy ofiarami wypadku lub stłuczki?

Uciekliście kiedyś z miejsca zdarzenia? Zapłaciliście mandat, dostaliście punkty? Czy dało się przekonać w Waszym przypadku policję, że to nie Wasza wina?

A Wasze autko jak bardzo ucierpiało..?

Share this post


Link to post

Tak, w tamtym roku. Nie był to samochód a motocykl - Honda CBR, wymarzony motorek, przez bezmyślność kierowcy samochodu został skasowany. Nie było policji, nie było mandatu, gdyż nie mam uprawnień do prowadzenia. Obeszło się to drogą ugody, za stosowną sumkę byłem w stanie zapomnieć o sprawie. Nic wielkiego mi się nie stało. Pod czas jazdy kierowca zajechał mi drogę, jechałem trochę szybciej, jakieś 80... No i już nie było opcji uratowania się. Więc brzydko mówiąc wjechałem mu w d*pę, kierowca się przyznał do winy, powiedział że nie spojrzał w lusterko. Spisałem sobie jego dane, obejrzałem motor, nie było w zasadzie co z niego ratować. Dzień później doszliśmy do porozumienia i otrzymałem pewną sumkę drogą rekompensaty :)

Share this post


Link to post

na początku lipca uszkodziłam sobie auto. wjechałam w tyłek gościowi przede mną. nie chce mi się dlaczego, w jaki sposób- ot stało się, mieszkam w trochę irytującym miejscu. [jezioro, plaża, sobota i wielki upał... także każdy jeździ jak pipa]

do wymiany poszedł zderzak przedni, bo się połamał; lampy, bo zaczepy się złamały; klepanie maski; malowanie.

nie jechałam szybko także szkody nie dużo, ale powiem szczerze, że wyglądało to okropnie... wysiadłam, patrzę na dupe gościa- nic. obracam głowe... 'k&*$a'. [;

spisaliśmy oświadczenie, policji nie chciałam bo i po co?

facetowi tylko delikatnie zderzak podniosło do góry.

Share this post


Link to post

przetrąciłem kobietę idącą nieoświetloną ulicą lusterkiem, ona kilka siniaków, ja urwane lusterko i 10000 udeżeń serca na sekundę, była zima, ciemno, nie do końca miałem szyby odskrobane, czegoś mnie to nauczyło. Tak to wypadków brak.

Share this post


Link to post

Ostatnio spowodowałbym wypadek, przez moje głupie fobie. Gdy jechałem spokojnie z dziewuchą, coś wpadło przez szyberdach. Dosłownie myślałem że się zesram, bo w tamtych okolicach roi się od szerszeni. W tym chaosie i próbie wyrzucenia tego czegoś, zjeżdżałem powoli na pobocze. Dobrze że dopiero ona mi uświadomiła, krzykiem się wie, że zaraz uderzę w drzewo. Się nic jednak nie stało. Autko tylko miało pęknięty kołpak, po ostrym zjechaniu z asfaltu na dziury na poboczu.

Share this post


Link to post
dziewuchą

o matko i córko... :eek:

Jeśli o mnie chodzi, wypadek miałam jeden. Wracałam z mężem około 3 rano po weselu do domu, była zima, słaba widoczność i szklanka na drodze. Zaczęłam hamować, żeby skręcić w prawo na stację benzynową, wpadłam w poslizg, nie udało mi się skręcić, ale wyrzuciło mnie do przodu z niezłą szybkością. Nie straciłam panowania nad samochodem, ale nie wiem skąd w tej ciemności wyrósł mi pijak przed maską. Na szczęście nic poważniejszego mu się nie stało, skończyło sie na opatrunku. Ale o stresie, jaki przeżyłam nawet nie chcę mówić...

Share this post


Link to post

Sam nie spowodowalem nigdy wypadku jako kierowca. Raz siedzialem jako pasazer za kierowca i niestety wymusilismy pierwszenstwo, samochod uderzyl akurat w moje drzwi. Nic sie nikomu nie stalo poza pogietymi drzwiami i peknietym kloszem tego drugiego samochodu.

A druga sytuacja to przygoda z rowerem. Jechalem powoli poboczem, za mna smochodem nadjezdzal moj znajomy, no i prawdopodobnie chcial zaszpanowac, skrecil w moja strone i ostro zahamowal. Skonczylo sie tak, ze tyl samochodu uderzyl w moj rower, a ja razem z rowerem wyladowalem w rowie. Skonczylo sie kilkoma siniakami i zadrapaniami.

Share this post


Link to post
Guest Kass

Ja jeszcze na całe szczęście stłuczki ani wypadku żadnego nie miałam i mam nadzieje, że tak pozostanie. Aczkolwiek ostatnio koleś mi wyjechał tak, że wychamowałam dosłownie kilka cm od niego... wyszłam z auta i go zjebałam za jego bezmyślność. Ja sie czesto zastanawiam kto niektórym ludziom dał prawko... ;/

Mandatu też jeszcze żadnego nie dostałam, aczkolwiek zbyt często przekraczam znacząco prędkość wiec jak tak dalej pójdzie to pewnie mnie to nie ominie.

Ale akurat policję lubie, mozna sie z nimi utargować chociaż troszkę... Dzieki mnie ominął kogos bardzo wysoki mandat. Wiec jak widać oni też są tylko ludzi, którzy wykonują swoją pracę. Nie każdego da się coś ugadać ale można chociaż spróbować grzecznie zapytać o najniższą możliwą stawkę albo coś w tym stylu.

Share this post


Link to post
jakieś 80... No i już nie było opcji uratowania się. Więc brzydko mówiąc wjechałem mu w d*pę, kierowca się przyznał do winy, powiedział że nie spojrzał w lusterko. Spisałem sobie jego dane, obejrzałem motor, nie było w zasadzie co z niego ratować.

a Ty wyszedłeś z tego bez zadrapania ^^ ? Honda CBR mówisz ... a jaka pojemność ? 125/600/ a może 900 ? czy 1000 :]

Raz miałem, w zimie wracałem z pracy i typa jadącego VW Polo zniosło na mój pas, próbowałem hamować ale nic to nie dało ^^ ahh te wspaniałe układy ABS'u i TC'u ... no i Mnie też zniosło w rów dachowałem raz, cały bok auta rozwalony, podłużnice pokrzywione... oczywiście byłem ofiarą wypadku, sprawca wleciał również do rowu tyle że miał szczęście bo tylko przód samochodu do roboty, co do obrażeń Ja miałem złamany nadgarstek,złamane 2 palce u nogi,rozwalony lewy łuk brwiowy (poduszka mnie uszkodziła :eek:) a Pan z VW złamaną nogę. Mój samochód wtedy Opel Astra Bertone poszła do kasacji, nie opłacało się jej robić.

Share this post


Link to post

uuuu. śmiem twierdzić, że ja naprawdę miałam szczęście podczas mojego dachowania... auto było całe -pogniecione, a ja miałam oberwane mięśnia i pocięte ręce od wysiadania przez okno.

ahh te wspaniałe układy ABS'u i TC'u

taaa, mi też abs nie pomogło. zresztą mam wrażenie, że chyba jakimś cudem zblokowało mi się koło. ale mogę tylko gdybać.

to co Magda napisała to faktycznie straszne, i tak czytając odnajduję miejscami siebie. człowiek w takiej sytuacji ma w du*** siebie i cały świat, liczy się cała reszta w samochodzie. co zabawne gapie stoją i nie wiedzą co robić. -.-' sama się odpięłam, przypieprzyłam oczywiście głową w szybę, i wyszłam przez stłuczoną szybę w moich drzwiach. wyszłam, rozejrzałam się, kojarzę, że ludzie się zatrzymali, stali i się gapili, wróciłam po brata, odpięłam go i wyjęłam tym samym oknem co sama wyszłam. podbiegła wtedy do mnie młoda dziewczyna z chłopakiem. zaczęła mi przemywać dłonie i pytać czy coś mnie boli. chłopak pamiętam, że pobiegł wyjąć kluczyki ze stacyjki.

miałam całe pocięte dłonie, jeszcze miesiąc później wyciągałam szkło z dłoni. ale to nic, dziękuje że żyje, i że tak naprawdę nic mi się nie stało. wszyscy byli w szoku, że nic nam się nie stało. ale to były najgorsze sekundy w moim życie. wpadłam w poślizg pod wiaduktem, wyniosło mnie na drugi pas, odbiłam i wyprostowałam niestety znowu mnie zaczęło rzucać... za 3, albo 4razem już nie dałam rady, pamiętam jak mnie obróciło o 180stopni, i wylecieliśmy na pobocze. niestety był metrowy uskok, więc dachowaliśmy. zasłoniłam bratu twarz rękami, sama zamknęłam oczy. potworne uderzenie. ostatnia rzecz jaką widziałam to poduszka, która wy***przyła od strony brata, i ten huk i trzask szkła. gdy auto przestało się 'ruszać' otworzyłam oczy. człowiek gdy jest w szoku działa jak maszyna. wypięłam się, a dalej już wiecie jak było.

mimo, że to było w lutym, do tej pory to do mnie wraca. siedzę i widzę ten wypadek. nie, nie boję się jeździć autem.

Share this post


Link to post

Pierwszy mandat jaki dostałem był kilka dni po tym jak odebrałem prawko, dostałem 4 stówki i 6 pkt. za prędkość. Wypadku jeszcze żadnego nie spowodowałem i mam nadzieję że nigdy to nie nastąpi, kiedyś jednak będąc pasażerem jadąc z dwoma kolegami bujnęło nami przy wyprzedzaniu (na czołówkę lecieliśmy) i się do drzewa przytuliliśmy, auto jak banan się wygięło ale dzięki dużej ilości poduszek powietrznych w aucie nikomu nic poważnego się nie stało, kilka zadrapań, siniaków i jeden z kolegów rękę złamał, poza tym szok i nauczka aby się nie pchać na chama jak z naprzeciwka coś jedzie. :D

Share this post


Link to post

W tamtym roku, jakoś w czerwcu. Wracałam z chłopakiem od mechanika. Z podporządkowanej wyjechał koleś i... bum. Wyciągnięto mnie dopiero po wyłamaniu drzwi, tak się wszystko zapadło. ;P Dzieliły mnie sekundy od zgniecenia, bo uderzenie było od mojej strony. W sumie obyło się bez tragedii. obolały kręgosłup, mega ból brzucha to chyba wszytsko. Auto do kasacji.

Share this post


Link to post

Nie, nigdy nie uczestniczyłem w wypadku, ani w stłuczce. Aczkolwiek kiedyś sam potrąciłbym rowerzystę. Jechałem zbyt szybko, przede mną wyrósł z ziemi rowerzysta, a zza zakrętu wyjeżdżał samochód. Ostre hamowanie, prawie stuknąłem rowerzystę. Na szczęście nic się nie stało. Miałem stracha. Debil. Więcej tak jeździć nie będę.

Share this post


Link to post

Miałem kiedyś poważny wypadek, tzn nie aż tak poważny bo każdy przeżył, ale auto było skasowane.

Wjechałem na rondo i chciałem jechać prosto, mijając pierwszy zjazd facet wjechał już z prawym kierunkiem zjazdowym. Chciał zjechać tam gdzie ja. I idiota chciał mnie wyprzedzić przy zjeździe, niestety we dwoje się nie zmieściliśmy...odbiłem się od niego, uderzyłem w auto które było na pasie przy wysepce, w tamto auto uderzył samochód który jechał za nim, odbił się i uderzył w auto które spowodowało wypadek, czyli w tego idiote. Utworzył się ekstra korek, 4 auta nadawały się na złom...i wyszło że facet wjechał na 5biegu na te rondo i miał 90na liczniku.

Akurat byłem służbowym autem, więc żalu nie miałem, ale adrenalina była ogromna.

Share this post


Link to post

Puknęliśmy kiedyś w naczepę ciężarówki na światłach ale nie było to nic poważnego, obyło się bez interwencji policji a auto się wyklepało. W dzieciństwie dwukrotnie byłem świadkiem wypadku i za każdym razem uciekłem, z tego co wiem to nikt w nich nie ucierpiał. Poza tym raz prawie skasowałem samolot, na szczęście nie z mojej winy.

Share this post


Link to post

Na szczęście nigdy nie spowodowałam wypadku i oby tak zostało. Będąc raz mała dziewczynką wjechał w nas innych samochód i mocno skasował nasze auto. Na szczęście nikomu nic się nie stało, a ja prawie w ogóle tego incydentu nie pamiętam. 

Share this post


Link to post

Potrąciłem rowerzystę i roztrzaskałem mu rower (przednie koło tylko całe zniszczone), na samochodzie było tylko kilka zarysowań, ale moja mina mówiła coś w stylu "Ale bajer, stuknąłem rowerykarza". Mina mi zrzedła pare dni temu, kiedy przyszedł list z ubezpieczalni, naprawa tego roweru kosztuje prawie tyle co mój samochód... YAFUD.

Share this post


Link to post

Niektórzy rowerzyści to uje, specjalnie powodują niebezpieczne sytuacje aby nagrać je na kamerce i wyżebrać odszkodowanie (a film koniecznie wrzucić na jutuba żeby pokazać jak rowerzyści są dyskryminowani). I piszę to ja, wielki zwolennik dwóch kółek, widziałem wiele takich sztucznych sytuacji.

Share this post


Link to post
Mina mi zrzedła pare dni temu, kiedy przyszedł list z ubezpieczalni, naprawa tego roweru kosztuje prawie tyle co mój samochód... YAFUD.

 

Ale pokryje to Twoje ubezpieczenie, więc nie masz się co martwić.

 

Rowerzyści nie powinni jeżdzić po ulicy...czasami taki dziadek z parkinsonem jedzie po całym pasie i ani go wyprzedzić, tylko wkur*ia ludzi. 

Share this post


Link to post

Niektórzy rowerzyści to uje, specjalnie powodują niebezpieczne sytuacje aby nagrać je na kamerce i wyżebrać odszkodowanie (a film koniecznie wrzucić na jutuba żeby pokazać jak rowerzyści są dyskryminowani). I piszę to ja, wielki zwolennik dwóch kółek, widziałem wiele takich sztucznych sytuacji.

 

Nienawidzę rowerzystów. Stałem ostatnio pierwszy pod przejazdem, jakiś SPORTOWIEC wepchnął mi się przed maskę, jechał środkiem, musiałem się na nim najpierw wlec przez przejazd, potem się okazało, że za przejazdem samochody się poustawiały i nie miałem jak wyprzedzić, dalej ograniczenie prędkości i komenda policji (kawałek po niej już nie wytrzymałem i przycisnąłem żeby go wziąć chociaż zbliżało się z naprzeciwka auto, bo już szlag mnie trafiał).

Share this post


Link to post

W ostatnią sobotę zaliczyłem pierwsze w karierze dachowanie... Prędkości nie było, przyczepności na śliskiej drodze też nie, tym bardziej zapiętych pasów. Wiozłem cztery koleżanki, na zakręcie próbując uniknąć uderzenia w samochód który dziwnym trafem nagle zaczął zwalniać przede mną, wyrzuciło nas z zakrętu, skończyło się na jednej rolce a auto zatrzymało się na boku. Brak większych obrażeń, bez policji, auto samo dojechało do garażu. (Chyba) się wyklepie...

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.