Jump to content
semidiablo333

wuzeta - opko

Recommended Posts

WuZetA

Lata świetlne temu, w galaktyce tak odległej, że za nią niczego już nie było prócz zmrożonej czerni, był sobie a poddanym panujący staruszek.

Panujący staruszek mieszkał w pałacu wśród ogrodów, zaś wokół ogrodów rozdęło się jak dętka miasto, moloch, z którego codziennie dochodziły do pałacu wieści. Wieści różniły się od siebie - wszak każda pochodziła z innej części kolistej otoczki pałacu. Jak daleko sięgał pamięcią panujący staruszek, żadna wieść nie powtórzyła się, nie powieliła w innej stronie miasta ani nie splotła z inną wieścią.

Do czasu.

Owego czasu przybył bowiem i poprosił o audiencję fizykus bardzo uczony i poważny, ale też w tym samym czasie przywlókł się skądś wędrowny bajkopleciuch i o wejście do ogrodów śmiał poprosić. I byłby bajkopleciuga odszedł z kwitkiem, gdyby nie zbieg okoliczności. Otóż fizykus właśnie usilnie zabiegał o błogosławieństwo i hojne wsparcie dla projektu budowy Wielkiego Zapętlacza Andronów - "w skrócie wu-zet-a, Miłościwy Panie" - gdy w ogrodzie rozległ się żałosny krzyk biednego dziada. Troskliwy panujący staruszek zażądał natychmiast wyjaśnień, na czym sprawa by się zakończyła, ale wtedy to wtrącił się z głupia frant nadworny błazen:

- A to ci dopiero gratka! Mamy fizykusa i dostawcę andronów, dlaczego tego splotu zdarzeń nie wykorzystać, Miłościwy Panie?

Panujący staruszek klasnął w dłonie. Żart wydawał się wyśmienity i niegroźny, ale jakże niosący nadzieję na rozproszenie oparów nudy w pałacu! Wprawdzie próbował się temu pomysłowi przeciwstawić dowódca gwardii pałacowej, lecz na próżno. Pozostało mu jedynie posłać ogniste spojrzenie w stronę błazna, ten zaś zasłonił się natychmiast rogatą czapeczką, by nie prowokować swego najgroźniejszego na dworze przeciwnika. Raz już posmakował ciosu jego poskręcanej świetlnej pałki... Niespieszno mu było do powtórnego spotkania z tą piekącą bronią. Za to panujący staruszek wpadł w tak dobry humor, że w ramach kontynuowania żartu nakazał obu zagorzałym wrogom przygotować przy ogrodowej altance ogromny dół, w którym fizykus miał zainstalować swój Zaplatacz - w skrócie WuZetA.

- Jakie piękne słowo - zachwycał się panujący staruszek. - Ale można jeszcze ładniej: wuzetka.

- Niestety, Miłościwy Panie - wtrącił fizykus - w nazwie nie ma spółgłoski "ka".

- Szkoda. - Staruszek w zamyśleniu pogładził swoją gęstą brodę. - Gdybym kiedyś znalazł jakiś bezimienny lud i uczynił go swoim wybranym, dałbym mu alfabet złożony z samych spółgłosek.

- A może... - chciał coś podpowiedzieć błazen, lecz został uciszony władczym gestem.

- Nie, mój drogi błaźnie, umyśliłem sobie w tej chwili, by poddać próbie koncept szefa mojej kuchni. Kanclerzu, przekaż natychmiast kucharzowi moją wolę, by wymyślił jeszcze dziś smakołyk odpowiedni do tak pięknej nazwy. Wuzetka - rozmarzył się panujący staruszek, ale nie na długo.

- Miłościwy Panie, chciałbym objaśnić budowę mojego urządzenia - służalczym szeptem zaproponował fizykus. I wziął machnięcie dłonią za przyzwolenie.

- Owóż mamy tutaj zwoje magnetyczne, materię i światło akcelerujące, by gibkość wszelką przekroczyć...

- Macie tam co na języku, bajkopleciuchu? - Panujący staruszek skinął na stojącego pokornie z boku dziada.

- A dyć do usług, jaśnie panie!

- No to zaczynaj, a nie bujaj się tutaj tylko na piętach - prychnął panujący staruszek, a dziad nie dał się dwa razy ponaglać.

- Czy się czasem koszmar nie śni -

świat bez baśni, świat bez legend,

wręcz ponury świat bez pieśni,

aż budzicie się strwożeni?

Błazen beknął głośno, ale zaraz zgiął się w wyrażajacym skruchę ukłonie. Dziad ciągnął dalej:

- Czy ktoś bajkę mi opowie

w Grajdołkowie, Zmyślowiskach?

Albo kitu mi nawciska

w Legendowie, Bajdurzyskach?

Zagra cicho na fujarce,

po dreszcz diablo mnie nastraszy

w Mitach Nowych, Starej Bajce

toast wzniesie w złotej czaszy?

Błazen odwrócił się i szepnął ukradkiem:

- Koleś odbił którąś flaszkę,

ktoś zobaczył drugie dno.

Myszy mu śpiewają w drzewach,

na gitarze wróbel gra,

w stosie PET-ów kornik łka,

wróżka straszy, że aż strach!

Rozpędził się jednak zbytnio - jego szept dotarł do niejednych uszu. Dziad przerwał i skurczył się jak wysuszona cytryna, fizykus raczył zerknąć przychylnym wzrokiem, dowódca gwardii zamknął mu usta jednym lodowatym spojrzeniem, zaś panujący staruszek westchnął:

- Sam nie wiem, za co cię lubię, ale na twoje szczęście - jednak lubię. Dobrze, wyjdźmy do ogrodu, przecież czeka was - spojrzał na błazna i dowódcę gwardii - moc pracy do wykonania.

W tejże chwili zaanonsowano nadejście kucharza, który zdążył już upichcić nowe danie i chciał się swoim sukcesem pochwalić przed panującym staruszkiem, toteż obaj pałacowi antagoniści udali się do ogrodu sami, gdy innym przypadł zaszczyt pierwszej degustacji.

- Jak zwykle o pustym żołądku i suchym pysku - mamrotał jak najciszej błazen. A podczas kopania dołu w pobliżu jednej z altanek starał się nie ustawiać do gwardzisty tą częścią ciała, która już raz miała wątpliwą przyjemność bliskiego kontaktu ze świetlną pałką.

Praca została wykonana nad wyraz sprawnie - ale jej efekt nie zadowolił w pierszej chwili fizykusa.

- Miała być dziura! - zawołał głosem pełnym żalu.

- Gi-nun-ga-gap! - zawył radośnie dziad, dziwnie zadowolony ze stanu prac.

- Gi-nun-co?! - nie wytrzymał panujący staruszek.

- A dyć wymyśliłem właśnie alternatywny świat, szczelinę wielgachną, do której wlewają się potoki ogniste z jednej strony, a lodowe jęzory z drugiej. Dałem jej miano Ginungagap.

- Sregap - sarknął stojący w samym środku klombu błazen, po czym wrzasnął na całe gardło: - Dziura, tak?

I z całych sił tupnął nogą.

Klomb w centrum rowu zapadł się w okamgnieniu, aż huknęło, a po chwili zaczął się z przepastnej głębi gramolić umorusany błazen.

- Miała być dziura - i jest dziura - sapał. - Zadowolony? - rzucił w stronę fizykusa. - To może ktoś raczy mi pomóc, co? O nie, tylko nie ty, wielkie dzięki! - Cofnął naprędce dłoń, gdy gwardzista z szelmowskim uśmiechem wyciągnął w jego stronę rękę ze świetlną pałą. - O, pan jest naprawdę uprzejmy - uśmiechnął się do spieszącego mu z pomocą fizykusa. I udał, że nie słyszy uwagi naukowca:

- Ileż jeszcze będę musiał znieść dla dobra postępu!

Dworzanie przygotowali krzesła i stoły, toteż gdy fizykus z pomocą błazna montował swoje urządzenie, czas płynął na delektowaniu się wuzetkami. Na życzenie panującego staruszka bajkopleciuch przedstawił jeszcze dwie strofy swego autorstwa:

- Świat nie konczy się za miedzą,

w Zapiecuchach czy Plotkowie.

Liczne światy w bajkach siedzą,

są do snucia wciąż gotowe.

Chochlik jakiś bajki zmieszał?

Brudnym nakrył je ogonem?

Oto nowe wam powierzam -

rozbrykane, rozbawione!

- No, no! - skwitował panujący staruszek. - Chyba pleciesz coraz lepiej! Ale jeszcze musisz się postarać.

- A może coś prozą - podsunął dowódca gwardii. - Mniej skomplikowane, za to ile tematów! Ot, choćby mój stryj, zwany Kulasem - krąży o nim tyle historyjek. Czas je zebrać w jakąś sensowną całość.

- Stryj waszej łaskawości? - zainteresował się dziad.

- A tak. W czasie jednej z wypraw zyskał nawet zaszczytny tytuł Herr!

- No to mam już tytuł opowieści o jego czynach: Herr Kulas z mojej gromadki!

Dobrze zapowiadającą się dyskusje przerwał tryumfalny okrzyk fizykusa:

- Udało się! To działa!

Wszyscy rzucili się nad brzeg dołu - a tam iskrzy, syczy, furkocze! Dumny fizykus spieszy zaś z wyjaśnieniami: - To ten sam gaz, chociaż z jednej strony jarzy się na różowo, a widziany pod innym kątem - lśni pięknym błękitem. Ta czerń zaś za chwilę powinna zniknąć, stanie się z niej jasność... A tam przewija się już cały spektakl, niczym w kalejdoskopie!...

Zajęły wszystkich te cuda, zapomnieli o całym świecie, mogli żyć samymi wuzetkami i tym widokiem w dole - na szczęście szef kuchni znalazł sposób na otrzeźwienie panującego staruszka. Podał inny deser.

- O, moje ulubione jabłuszka! - zawołał panujący staruszek. I natychmiast przypomniał sobie o swoich obowiązkach. - Musisz koniecznie wymyślić coś o jabłuszkach - nakazał bajkopleciuchowi.

- Nic trudnego - zapewnił dziad. - Dadzą się umieścić w niemal każdej opowieści.

- Miłościwy Panie - zagaił kanclerz. - Wieści z miasta czekają.

- Tak? Ale to chyba nic pilnego? - żachnął się panujący staruszek.

- Ośmielę się zauważyć, że sporo ich zdążyło się nazbierać w ciągu tych sześciu dni... - ostrożnie starał się przywołać do rzeczywistości swego panującego kanclerz.

- Sześciu dni?

- Tak, Panie. Nastał już nawet dzień siódmy.

- Więc najwyższy czas odpocząć. Zarządzam przerwę! Jeszcze mam tutaj coś do powiedzenia! - panujący staruszek uciął stanowczo wszelkie wątpliwości. - Czego się tak jeszcze gapicie w tę dziurę, ha? - zawołał do błazna i dowódcy gwardii.

- Obawiam się, Najjaśniejszy Panie, że w tym dole... Coś się tam dzieje...

Zaintrygowany staruszek ponownie zajrzał w głąb Zapętlacza - a tam miriady drobin pyłu gorzeją, wirują, łączą się w skupiska, zderzają, mieszają ze sobą.

- Ho! - Skoczył z radości panujący staruszek i ujął dłoń fizykusa. - Ależ udane dzieło! Gratuluję... Mam swój własny mały świat dzięki temu urządzeniu! Ty - skinął w stronę mnącego rogatą czapkę błazna - natychmiast wleziesz na samo dno i tam dopilnujesz porządku, a ty - wskazał dowódcę gwardii - masz pilnować porządku stąd, z góry. Dobrze wiem, że ta twoja świetlna pała aż cię świerzbi w dłoniach, więc możesz się wyżyć do woli. Mamy własny tygiel życia - zaśmiał się i w tanecznych podrygach pomaszerował w stronę pałacu.

Nikt nie miał odwagi sprzeciwić się jego postanowieniom, chociaż co najmniej trzej uczestnicy tego zdarzenia zdali już sobie sprawę, że eksperyment wymknął się z rąk twórców i androny zapętlają się z materią w reakcji niekontrolowanej.

Chyba tylko jeden dziad pozostał ślepy i wciąż plótł trzy po trzy. I trwa ta patowa sytuacja nadal.

Share this post


Link to post

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...

Important Information

We have placed cookies on your device to help make this website better. You can adjust your cookie settings, otherwise we'll assume you're okay to continue.