Skocz do zawartości
Guśka

Bóg - tak, Kościół - nie

Rekomendowane odpowiedzi

Oczywiście, że niepraktykujący mogą być wierzący i to nawet bardziej, niż wielu z tych świętoszków, którzy to chodzą do kościoła, by zaplusować sobie społecznie. Wiara to sprawa tak osobista, że rozgraniczanie "wierzący-chodzący do kościoła" jest dla mnie co najmniej poważnym uchybieniem. :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tylko pytanie kto co uważa za praktykującego i niepraktykującego... Bo jeden nie chodzi do kościoła, ale modli się w domu, drugi ani to, ani to... To to samo w takim razie?

Wiara to sprawa tak osobista

Tylko w wierze Rzymskokatolickiej praktykowanie jest obowiązkiem...

którzy to chodzą do kościoła, by zaplusować sobie społecznie.

A kto to zaczął? Księża! Przychodzi taki na kolędę i mówi: "tak, tak widziałem Panią na niedzielnych mszach, dzieci też widzę ładnie uczęszczają" xD

Za moich czasów to dzieci siedziały w pierwszych ławkach, a teraz?! :facepalm:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kościół to w ogóle sprawa bez komentarza. Ja np. jestem wierząca, ale do kościoła za bardzo nie chodzę. Boże Narodzenie, Wielkanoc, o. wtedy. I szczerze mówiąc wolę iść sama do kościoła, posiedzieć , pomyśleć, wyciszyć się i pomodlić, niż być w niedzielę na mszy. Kościół, zasady kościelne, księża, drażnią mnie i w wielu sprawach się nie zgadzam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając te wasze odpowiedzi to mi się dopiero zbiera na mdłości i załamkę.

Disorder, co cię przeraża? Co wyprawiają księża? A nie przeraża cię to, co wyprawiają politycy? To w takim razie przestań stosować się do zasad, które oni narzucili. Odizoluj się. Co mają księża do twojej wiary? To, że w telewizji podali, że jeden czy drugi zgwałcił kogoś tam to ty nie będziesz chodził do kościoła? Mi to tam koło nosa lata czy ty chodzisz do kościoła czy nie, twoja sprawa, ale jestem przekonany, że twoja wiara jest niczym. Takie o, tam od czasu do czasu, tak dla pokazu. Jeżeli chodzi o katolicyzm to tutaj przytoczę taką anegdotę:

Juan zawsze chodził na niedzielną mszę swojej wspólnoty. Po pewnym czasie uznał, że ksiądz zaczyna się w kazaniach powtarzać, i przestał pojawiać się w kościele. Dwa miesiące później w mroźną, zimową noc odwiedził go w domu ksiądz.

"Pewnie przyszedł, żeby namówić mnie do powrotu" - pomyślał Juan. Nie mógł mu powiedzieć prawy, że kazania zaczęły się powtarzać. Musiał wymyślić jakąś wymówkę. Ustawiając przy kominku krzesła dla siebie i gościa, zastanawiał się nad usprawiedliwieniem, po czym zaczął rozmowę o gospodzie. Ksiądz milczał. Juan na próżno próbował nawiązać z nim rozmowę, więc po chwili również zamilkł. Niemal pół godziny siedzieli bez słowa, wpatrując się w ogień. W pewnej chwili ksiądz wstał i odsunął kawałek niedopalonego drewna od płomieni. Z dala od ognia żarzące się polano zaczęło dogasać. Juan szybko przesunął je z powrotem w głąb kominka.

- Dobranoc - powiedział ksiądz, szykując się do wyjścia.

- Dobranoc, bardzo dziękuję - odparł Juan. - Nawet najmocniej rozpalony żar szybko gaśnie, gdy jest z dala od ognia. "Nikt, nawet najmądrzejszy człowiek, nie zdoła podtrzymać żaru i wewnętrznego ognia, jeśli najdzie się z dala od bliźnich. W najbliższą niedzielę wracam do kościoła".

Fragment książki "Być jak płynąca rzeka" Paulo Coelho.

Druga sprawa.

Pewien mężczyzna rozmawiał z księdzem, zapytany o to, czy chodzi do kościoła on mu odpowiedział:

- Jestem wierzący, nie praktykujący, proszę księdza.

- A ja jestem nudystą, tylko, że nie praktykuję. - odparł ksiądz.

- Przecież to bez sensu... - zdziwił się mężczyzna.

Moje pytanie - po co jesteś katolikiem, jeżeli nie chodzisz do kościoła? Jeżeli nie uznajesz Boga - możesz zostać ateistą, czy tam zmienić wyznanie, ale to oczywiście tylko, jeżeli masz swoje jakieś zasady, poglądy czy co tam chcesz, podaję tylko opcje. Jak wypełniasz misję Chrystusa? Czytasz Pismo Święte? Działasz według Biblii? Stosujesz się do tych zasad?

Ludzie chcą mieć swoją rację, bo jakiekolwiek zastanowienie się nad sprawami, zrobienie czegoś z ich strony, przystosowanie się wymaga wysiłku. Tymczasem najlepiej powiedzieć, a to bo mi nie pasuje, a to, a to tamto, siamto. Leń i obłudnik zawsze znajdzie wymówkę. To mu słońce świeci w twarz, to znowu wiatr wieje, z tamtej strony ktoś rozmawia, tam coś innego. Drugi, który ma zawzięcie, ma swój cel, jest pewien tego co robi, ma pasję, ma chęci przede wszystkim - robi to bez problemu, nie zwraca na żadne widzimisię, robi to bo wie, że musi ruszyć do przodu.

Wchodźcie przez ciasną bramę! Bo szeroka jest i przestronna ta droga, która prowadzi do zguby, a wielu jest takich, którzy przez nią wchodzą. Jakże ciasna jest brama i wąska droga, która prowadzi do życia, a mało jest takich, którzy ją znajdują

Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: "Jeżeli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda kazdemu według jego postępowania. Zaprawdę, powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim".

Oba fragmenty zapożyczone z ewangelii św. Mateusza.

J 14:6 "Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie."

Wiecie co? To ja mam przestać chodzić do kościoła, bo ten czy któryś inny ksiądz mi przeszkadza? Przeszkadza? Idę do drugiego kościoła, a jeżeli nie pluje na ciebie i nie pobiera pieniędzy za to, że się wchodzi do kościoła (a nawet jeżeli chcę sam dać, nawet księdzu, który może to przetracić liczy się intencja - chodzi o to, że ja daję dla Pana Boga, jako swoją ofiarę, jako coś materialnego, co potrafię oddać symoblicznie dla Boga), czy nie wygania ciebie, nie wymawia twojego nazwiska na ambonie - siedzę w kościele. Czyż na prawdę problemem jest to, o czym mówicie? Nie - to nie jest problem. A to, że ktoś przyjdzie raz na miesiąc do kościoła to nie czyni z niego żadnego katolika. Co najwyżej jakiegoś pseudo katolika. Niestety, nikt z nas nie zmieni prawd i zasad, które obowiązują od lat, które się sprawdzają i które po prostu działają i przynoszą efekty. To, że tam jeden procent księży jest gejami czy jakimiś pedofilami to w żaden sposób nie wpływa na pozostałych. Zawsze w jakiejś grupie, czy to tej, czy tamtej, czy w polityce, czy w wojsku, czy w gronie nauczycielskim, czy w jakimś sporcie. Wszędzie znajdą się uchybienia i odmieńcy. Czy jeżeli ktoś w twojej rodzinie byłby seryjnym mordercą, czy ktoś byłby jakimś pedofilem, czy chciałbyś, aby ciebie unikano i robiono z ciebie przykładowo dalej mordercę czy tam kogoś? Nie chciałbyś, bo wiedziałbyś, że są to oszczerstwa i kłamstwa. Ktoś tylko mówi tak, bo jest mu wygodnie. Postawy wykreowane przez masońskie media, przez "katolickie" partie polityczne, które są pod władzą żydów. Warto się zastanowić, weź do ręki Pismo Święte, poczytaj, jeżeli jesteś katolikiem. Jeżeli nie, jak chcesz zrób to samo, ja do niczego nie namawiam, jedynie chcę podzielić się z wami tym, co w moim życiu jest najcenniejsze i najważniejsze. Coś, co pozwala mi żyć pełnią życia, odnosić sukcesy, żyć w zgodzie z innymi ludźmi, myśleć oryginalnie, panować nad sobą. Polecam :) Oczywiście, jak każdemu człowiekowi zdarzają się upadki i niestety, tak jesteśmy skonstruowani, 'niedoskonali' ludzie, wobec 'Doskonałego Boga' :) Należy błędy eliminować i pracować nad sobą.

Jeszcze jedno, nie kierowałem swoich myśli do kolegi wyżej, czy tam konkretnej osoby, ale ogólnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie ma takiego czegoś jak wierzący niepraktykujący. To jest jak sport. Albo uprawiasz ten sport i jestes świadom efektów, albo zgrywasz tego co koń pod brzuchem nosi, i myślisz że to coś da.

Ja jednak wolałem nie zgrywać nikogo i nie wierzyć w nieistniejące, od dawna skłaniałem się ku ateizmowi, aczkolwiek sympatyzuję z religią Shinto.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moja rodzina jest wierząca. Teoretycznie, bo moja mam tak do końca chyba nie wierzy w Boga, mój tata natomiast tak. Mój brat jest jeszcze za młody, aby to stwierdzić, a ja.. czasami powątpiewam.

Staramy się chodzić co niedzielę do kościoła, czasami coś wypadnie, więc wtedy nie idziemy. Tak samo jak mam zajęcia na uczelni w niedzielę, toteż trudno było by mi iść do kościoła. Nie dam rady to nie idę. Mogę to "nadrobić" w jakikolwiek inny dzień w ciągu tygodnia.

To chyba chodzi o spotkanie Boga w świątyni, prawda? A dzień tygodnia już nie jest tak ważny.

Co do osób wierzących niepraktykujących.. W zasadzie Bóg jest wszędzie-to prawda, ale taka już nasza wiara, że mamy obowiązek chodzić do kościoła w niedziele, święta.

Najbardziej drażnią mnie osoby, które idą na pokaz do kościoła.. ja się pytam po co?!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Śmiem sądzić, że dużo procent osób chodzi do kościoła własnie na pokaz, czy chociażby dla tego, bo są tak nauczeni, to taka rutyna a z Jezusem nie ma nic wspólnego.

Samuel, w niedzielę. Chociaż to zależy od twojego sumienia i twojej potrzeby, ja staram się chodzić też na tygodniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli ktoś działa wedle zasad wiary, Dekalogu, nie krzywdzi innych, modli się do Boga i tak po ludzku jest dobry - ale nie chodzi do kościoła - ok, wierzę, że taka osoba zostanie zbawiona. Tak, jak każdy muzułmanin, buddysta czy ateista, którzy co prawda katolikami nie są, ale działają wedle Bożej Prawdy. Samo chodzenie do kościoła o niczym nie świadczy. Choć fakt faktem, wierząc i korzystając z tego dobra, jakim jest msza, o wiele łatwiej jest być dobrym w życiu... Sprawdzone.

Benzulli poruszył temat, który napawa mnie smutkiem... Dlaczego ze względu na kilka czarnych owiec, które pojawiają w każdej społeczności, w każdym zgromadzeniu - w końcu to też TYLKO ludzie - wszyscy uogólniają: a bo Kościół jest zły, bo księża to, księża tamto? Sorry, ale to G prawda. Znam zarówno księży, którzy bynajmniej rozminęli się z powołaniem, jak i tych, na widok których człowiek czuje, że "oto osoba, która wie co robi, która naprawdę jest blisko Boga". Tak samo jak znam dobrych nauczycieli, jak i tych złych. Proste. Zresztą... Równie dobrze usłyszawszy, że ktoś wierzy w Boga, mogę powiedzieć: "a bo Ty kryptomoherem jesteś, wierzysz w takie cuś". Bo takie utożsamianie też się ostatnio zrobiło modnym, prawda? Echh... Ot, stereotypy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego ze względu na kilka czarnych owiec, które pojawiają w każdej społeczności, w każdym zgromadzeniu - w końcu to też TYLKO ludzie - wszyscy uogólniają: a bo Kościół jest zły, bo księża to, księża tamto. Sorry, ale to G prawda. Znam zarówno księży, którzy bynajmniej rozminęli się z powołaniem, jak i tych, na widok których człowiek czuje, że "oto osoba, która wie co robi, która naprawdę jest blisko Boga". Tak samo jak znam dobrych nauczycieli, jak i tych złych.

Wiesz carolynn, księża to tylko ludzie, fakt. Ale będąc nauczycielem, nie składasz przysięgi czystości itp itd. Chcąc być księdzem, owszem składasz takowe. A mimo to oni maja te przysięgi głęboko pod sutanną. Można być księdzem dobrym, księdzem złym, a można tez być księdzem dobrym, ale wystarczająco wyluzowanym. Znałem takiego, uczył w moim technikum. Młody ksiądz, 28 lat. Czasem przeklął, rozmawiał na ludzkie tematy, zaskarbiał sobie uwielbienie uczniów. Mimo że ktoś mógłby powiedzieć: Co to za ksiądz, co przeklina, rozmawia z młodzieżą o narkotykach i seksie, o imprezach i piciu alkoholu. A jak widać, był to świetny ksiądz, który potrafił się po prostu zaaklimatyzować do otoczenia w którym przyszło mu przebywać. Więc owszem, księża to tylko ludzie, zgodzę się ze wszystkim. Ale dlaczego tyle razy słyszy się o takich dantejskich scenach z ich udziałem.

Co do mszy i kościoła: Msza, jako czytanie ksiąg, pomaga zrozumieć wiarę, pomaga się uspokoić i otworzyć się na Boga. Ale czy to będzie w kościele, czy na podwórku, w parku, czy w teatrze, według mnie nie robi różnicy. Bo w XXI wieku, kościół to już tylko instytucja.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Instytucja... nie zawsze. Właśnie księża pewnego określonego rodzaju, na przykład taki, jak wspomniany przez Ciebie - są w stanie sprawić, by kościół stał się czymś więcej niż instytucją. Trzeba tylko poszukać ;)

A co do afer... Zacznijmy od tego, że kościół jest bardzo modnym celem ataków, zawsze tak było, tak jest i tak będzie. Dlatego każda afera odbija się olbrzymim echem w katolickich i nie tylko krajach. Jeśli jakiś nauczyciel/lekarz/policjant zrobi coś złego - owszem, słychać o tym, ale w końcu ludzie o tym zapominają. A w przypadku księży... wałkują to aż do obrzydzenia, wciąż wspominają. Archetyp dobrego księdza, wysłannika Boga jest głęboko zakorzeniony w naszej kulturze. Kiedyś powiedzenie czegoś złego na temat duchownego było czymś nie do pomyslenia. Teraz nastąpiła liberalizacja, ludzie korzystają z wolności do poglądów i starają się duchowieństwo "ucywilizować". Ba, nastąpiła moda na takie coś...Iluż już się ujawniło kryptoateistów. Świat się zmienia, a zerwanie z pewnym wizerunkiem księzy jest znakiem czasów. Dlatego takie historie są rozdmuchiwane. Zresztą, whatever. Co do przysiąg czystości... Przecież np. prokuratorzy/adwokaci też składają przysięgi. I co? Ileż znamy afer z tego światka... Ileż utajonych przestępstw. Ludzie to tylko ludzie. Nie ukrywam, że wiem, że niektórzy księża pomylili powołanie z chęcią zarobienia pieniędzy. Ale takimi osobnikami powinna się zajmować już kościelna władza. Z tego akurat nie bardzo się wywiązuje i to mam jej do zarzucenia, to fakt. Ale blagam... Jak już wspominamy - nie uogólniajmy, nie "jeżmy się" wobec tysięcy naprawdę dobrych, natrchnionych osób tylko dlatego, że dane nam było w życiu spotkać/usłyszeć o kilku popaprańcach...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Kiedyś powiedzenie czegoś złego na temat duchownego było czymś nie do pomyslenia. Teraz nastąpiła liberalizacja, ludzie korzystają z wolności do poglądów i starają się duchowieństwo "ucywilizować".

I może właśnie to jest złoty środek. Żeby sprowadzić księży do poziomu prostych ludzi, a nie kogoś, od kogo się wymaga ponadprzeciętnego poświęcenia. Bo zauważ, na temat tego prokuratora, policjanta itp. Od nich sie wymaga po prostu żeby wykonywali swoja pracę. Policjant kogoś zabije, to w samoobronie (zdarzają się przypadki inne, fakt), prokurator dostanie w łapę, dla zysku, tez to nikogo tak bardzo nie zdziwi. A ksiądz, od którego wymaga sie poświęceń, czystości i wielu innych podobnych rzeczy, zostaje atakowany gdy wyjdzie na jaw jakaś nieprzyjemna sytuacja. A gdyby był po prostu księdzem, bez żadnych niepotrzebnych przysięg. Zauważ że w kościele prawosławnym, księża nie są atakowani. Powód ? Bo są po prostu ludzcy, mają żony, tak jak my, żyją tak jak my.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może. Choć jakkolwiek... Niech nawet i będzie jak jest, tylko żeby zamiast pseudowierzących na stanowisko księdza wstępowali ludzie prawi, naprawdę znający że tak powiem głos Boga. Ale wiem, że to utopia... ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może. Choć jakkolwiek... Niech nawet i będzie jak jest, tylko żeby zamiast pseudowierzących na stanowisko księdza wstępowali ludzie prawi, naprawdę znający że tak powiem głos Boga. Ale wiem, że to utopia... ;)

Utopia, ale możliwa do osiągnięcia. Tylko niech władza i kościół otworzą oczy. Niech złapią za łby te szczury które siedzą na stołkach tylko dla pieniędzy, niech wyłapią tych którzy psuja wizerunek kościoła. Potrzeba nam naprawdę tylu księży ilu teraz w Polsce jest ? Statystycznie obecnie przypada trochę ponad 3 księży na miasto. W zupełności jeden będzie wystarczał. Ale porządny, sumienny, który rozumie i Boga, i ludzi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Utopia, ale możliwa do osiągnięcia. Tylko niech władza i kościół otworzą oczy. Niech złapią za łby te szczury które siedzą na stołkach tylko dla pieniędzy, niech wyłapią tych którzy psuja wizerunek kościoła. Potrzeba nam naprawdę tylu księży ilu teraz w Polsce jest ? Statystycznie obecnie przypada trochę ponad 3 księży na miasto. W zupełności jeden będzie wystarczał. Ale porządny, sumienny, który rozumie i Boga, i ludzi.

Kośiół się nie zmieni.. jego choroba tkwi za głęboko. I to nie dotyczy tylko księży, ale te z biskupów itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Samuel, w niedzielę. Chociaż to zależy od twojego sumienia i twojej potrzeby, ja staram się chodzić też na tygodniu.

Dlaczego? Jezus nie kazał czasem czcić szabatu, czyli soboty?

i korzystając z tego dobra, jakim jest msza, o wiele łatwiej jest być dobrym w życiu... Sprawdzone.

Lol. Chodzenie gdziekolwiek nie sprawi, że będzie się bardziej dobrą osobą.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dlaczego? Jezus nie kazał czasem czcić szabatu, czyli soboty?

Lol. Chodzenie gdziekolwiek nie sprawi, że będzie się bardziej dobrą osobą.

Zgodzę się z Samuelem, Chodzenie do Kościoła raczej nie sprawi że człowiek będzie lepszy. To już zależy od sumienia, od człowieka. Mnie msza często osłabia... zwłaszcza gdy przychodzi do ogłoszeń i ksiądz wyczytuje, kto nie zapłacił na coś tam... paranoja... Wolę iść do kościoła bez mszy.. dużo więcej mi to daje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Tak, to już zależy od człowieka. Mnie wzmacnia, bo na szczęście na swojej drodze nie napotykam księży, którzy działaliby na mnie jak wampiry energetyczne. I nie stwierdziłam, że chodzenie gdzieś sprawia, że człowiek jest lepszym, a że poczucie wspólnoty powoduje, że czujemy wsparcie, widzimy, że nie jesteśmy sami i JEST nam ŁATWIEJ być lepszymi. To właśnie miałam na myśli.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Myślę, że nie każdy człowiek odczuwa potrzebę modlenia się wśród innych ludzi, jedni wręcz uważają, że większość ludzi uczęszczających do Kościoła, robi to po prostu na pokaz. To czy ktoś wierzy w Boga i chodzi do Kościoła, czy nie to jedynie kwestia i wybór indywidualnego człowieka.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.